NOWOŚCI: Anna Wasilewska - Oulipo, czyli recepta na życie bez końca | KIERMASZ W KSIĘGARNI LOKATOR | więcej






igoogle rss

ANKIETA

ZAKAZ PALENIA TYTONIU W KNAJPACH?
* 70% -- Tak
* 26% -- Nie
* 2% -- Obojętne
liczba głosów: 368
archiwum ankiet


OGLĄDALNOŚĆ

najczęściej odwiedzane w ub. miesiącu:
* Stanisław Rosiek (2172)
* (2080)
* Filmowe Koło Rosji (656)

najczęściej odwiedzane w całej historii:
* KASPAR HAUSER (39750)
* FRANCISZKA THEMERSON (38406)
* Filmowe Koło Rosji (37944)


forum
LOKATOR > MOSTOWA 1
2011-06-26


PIO
ŻYCIE BITWA MORSKA
2010-12-12


album
10 URODZINY KLUBU LOKATOR
2011-05-19


galeria
10 na 10 - Gregory Michenaud - Sąsiedzi
2011-06-01

mrówkojad
Mrówkojad, numer 52, styczeń 2011


księgarnia
KWIATKI
JERZY FRANCZAK



lokator
ADAM WIEDEMANN

oglądasz archiwalną wersję strony -- za 10 sek. nastąpi automatyczne przekierowane do aktualnego serwisu -> www.lokatormedia.pl.

jeśli chcesz kontynuować oglądanie archiwum, kliknij -> tutaj.

Gazeta Wyborcza: Trzy razy Mathews

data: 2008-05-13 (wtorek) godz. 20:00 [wstep wolny]

kategoria: nowosci

Gazeta Wyborcza: 12.05.2008 Jerzy Jarniewicz

Trzy razy Mathews

Czy literaturę można pisać według matematycznych reguł, teorii gier i kombinatoryki? Pisarze z Ouvroir de Littérature Potentielle dowiedli, że daje to efekty dowcipne, tajemnicze, a nawet liryczne.

Zapytany o to, skąd biorą się w jego wierszach tak wspaniałe obrazy, poeta irlandzki W.B. Yeats odparł: z rymów. Ten noblista dobrze wiedział, że trudność, jaką są dla piszącego formalne ograniczenia, w tym wymagania metrum i rymu, to prawdziwe źródło poetyckiej inwencji. Im więcej ograniczeń i formalnych rygorów, tym, paradoksalnie, większa wolność pozwalająca słowom dotrzeć do miejsc, o których autorowi się nawet nie śniło.

Świadomość tego mechanizmu legła u podstaw działalności międzynarodowej grupy pisarzy powstałej we wrześniu 1960 r. w normandzkiej miejscowości Cerisy-la-Salle. Założycielem grupy, która nazwała się OULIPO, czyli Warsztat Literatury Potencjalnej, był matematyk, chemik i szachista François Le Lionnais, a wspierał go francuski pisarz Raymond Queneau. Z biegiem lat do grupy dołączyło wielu twórców, w tym Georges Perec i Italo Calvino, a także uosobienie odradzającej się jak feniks z popiołów permanentnej awangardy - Marcel Duchamp.

Przywołana w nazwie grupy potencjalność literatury oznaczała przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, chodziło o to, że tekst literacki mówi zawsze o "jeszcze czymś innym", kryjąc w sobie mnogość potencjalnych sensów, aktualizowanych w kolejnych lekturach. Po drugie, zadaniem członków OULIPO było wypracowywanie rygorystycznych procedur twórczych, dzięki którym mogłyby powstawać konkretne utwory literackie.

Powieść bez litery e
Do ulubionych reguł pisarzy z kręgu OULIPO należały zasady rządzące powstawaniem lipogramów, czyli utworów pisanych z pominięciem jednej wybranej litery. Lipogram jest tym bardziej wartościowy, im częściej pominięta litera występuje w języku i im dłuższy jest utwór, który się bez niej obywa. Najcenniejszym lipogramem jest bez wątpienia powieść "La disparition" Pereca, w której nie pojawia się żadne słowo z literą e - nie ma w niej więc ani "seksu", ani "śmierci", możemy też być pewni, że ostatnim słowem nie będzie "koniec".

Przekonani, że język rozszedł się z rzeczywistością, oulipowcy tworzyli literaturę z jedynego solidnego źródła - z literatury. Wykorzystywali istniejące już dzieła, poddając je opartym na rygorystycznych zasadach przekształceniom. Najsłynniejszą zasadą była reguła S+7. Każdy rzeczownik tekstu wyjściowego zastępowano rzeczownikiem, który w słowniku pojawia się siedem haseł dalej. Inną zasadą była haikuizacja: autor wyjmował z wiersza jedynie końcowe słowa rymujących się wersów, tworząc nowy, z konieczności szczuplejszy formalnie, choć wcale nie uboższy treściowo, utwór. Wśród innych przekształceń były homowokalizmy, czyli takie przepisywanie tekstu, które zachowuje tylko samogłoski tekstu wyjściowego. W większości przypadków czytelnik otrzymywał tekst, którego pierwowzoru i reguł pozostawał nieświadomy.

W rozumieniu oulipowców literatura nie mogła powstawać przypadkiem, stąd ich praktyki nie mają nic wspólnego ani z surrealistyczną techniką automatycznego zapisu (choć kilku członków grupy należało kiedyś do surrealistów), ani z aleatoryzmem, czyli modnym w owym czasie wykorzystywaniem przypadku w komponowaniu dzieła, na przykład za pomocą rzutu kostką. Procedury OULIPO, dokładne jak matematyczne formuły i wymagające świadomego działania, nie zezwalały na przypadkowość. A jednak doprowadzały do niemożliwych do przewidzenia rezultatów. Stosując określoną procedurę, autor nie mógł przewidzieć, dokąd go ona zaprowadzi. Dokonało się więc ciekawe zbliżenie, nie w punkcie wyjścia, ale w efektach, między klasycznym ideałem obiektywnego rygoru a romantyczną koncepcją otwartej na przypadek wolności, jakby potwierdzające tezę o zbieżności przeciwieństw.

Matematyka liryczna
Działalność OULIPO, ugrupowania należącego już do historii literatury, jest dopiero od niedawna odkrywana w Polsce. Istniały wprawdzie przekłady dzieł Calvino, a także późniejsze spolszczenia prac Queneau, Pereca i Mathewsa, pojawiły się poświęcone im numery "Literatury na Świecie", ale prawdziwy przełom nastąpił wraz z ekspansją jednego z nurtów w najnowszej poezji polskiej inspirowanego po części poetyką OULIPO, a w Polsce wiązanego z nazwiskiem Andrzeja Sosnowskiego.

W jego to właśnie przekładzie, a także w tłumaczeniu Tadeusza Pióry i Kuby Kozioła, ukazał się tom utworów Harry'ego Mathewsa, jedynego Amerykanina spośród oulipowców. Mathews, kojarzony także ze szkołą nowojorską, do OULIPO trafił stosunkowo późno, bo w 1973 r. Wprowadził go Perec, a oulipowską inicjację poprzedziło odkrycie pism Raymonda Roussela. Mathews wspomina, że nastąpiło ono w czasie, gdy przeżywał okres twórczego wyjałowienia. Roussel pokazał mu, że można pisać prozę według reguł równie arbitralnych co wiersz. Ograniczenia, jakie narzucają sobie twórcy sonetów, pantumów bądź sestyn, można przenieść na twórczość prozatorską, skutecznie zamazując różnicę między poezją a prozą. Mathewsowi udało się to znakomicie.

Mogłoby się wydawać, że matematyzacja procesu twórczego prowadzi do powstania tekstów niedających się czytać, suchych i nudnych. Nic bardziej błędnego: jest to literatura wyrastająca z ludycznego ducha. I nie ma w tym nic złego, bo, jak przypomina Queneau, wielkie odkrycia matematyki, w tym rachunek prawdopodobieństwa, zrodziły się z impulsu zabawy. Jak bardzo atrakcyjna może to być literatura, dowcipna, tajemnicza, a jednocześnie - tak! - liryczna, widać na przykładzie trzech zebranych w omawianym tomie utworów: "Wiejska kuchnia z Francji centralnej", "Osobne przyjemności" i "Ormiańskie zwitki".


Osobne przyjemności
Harry Mathews
przeł. Tadeusz Pióro, Kuba Kozioł i Andrzej Sosnowski
Biuro Literackie, Wrocław

Czytaj dalej:Gazeta Wyborcza

^^^ | dodaj komentarz | przeczytaj komentarze (0)

brak komentarzy


czas ladowania 0.0115s